Data dodania: 3-03-2018


Słowo Prezesa: Czas, nie bez wzruszenia, zamknąć drzwi…

Czasem przychodzi nam na życiowej drodze stawić czoła trudnym wyzwaniom, których ramy odpowiedzialności stają się wyznacznikiem wolności każdego dnia, każdego słowa i każdej podejmowanej decyzji. Realizacja takich przedsięwzięć wymaga nie tylko silnej woli i determinacji, ale również wiary w sens podejmowanych działań, pomimo naturalnych barier i ułomności przypisanych każdemu z nas. Dlatego ważne jest, by mieć obok siebie przyjaznych ludzi, których wsparcie jest wartością bezcenną…

Po czterech miesiącach akcji protestacyjnej, która przybierała wciąż nowe formy, przedstawiciele lekarzy rezydentów podpisali porozumienie z ministrem zdrowia, które było wyrazem trudnego, choć chyba koniecznego kompromisu. W wyniku zawartego porozumienia ustalono m.in., że w związku z niewystarczającą liczbą lekarzy, klauzula opt-out będzie obowiązywać jeszcze przez kolejne dziesięć lat, ale docelowy wzrost wydatków publicznych ma nastąpić o rok wcześniej niż zakładano w przyjętej już ustawie. Co więcej, ulgę w obowiązkach biurokratycznych, narzuconych lekarzom, ma przynieść zatrudnienie od przyszłego roku sekretarek medycznych, których normy kadrowe mają być określone w koszyku świadczeń gwarantowanych.

Co szczególnie istotne, rezydenci i specjaliści od lipca bieżącego roku, po spełnieniu określonych warunków, będą mogli uzyskać wzrost dotychczasowych wynagrodzeń. O ile jednak w przypadku rezydentów, warunek do uzyskania tych podwyżek, w postaci przyjęcia obowiązku odpracowania dwóch lat w kraju po uzyskaniu specjalizacji, wydaje się dość czytelny, to uzależnienie wzrostu pensji dla specjalistów od zakazu wykonywania tożsamych świadczeń w innych placówkach medycznych, budzi szereg pytań i wątpliwości.

 

Powyższe zapisy zawartego kompromisu z pewnością nie przyniosą odczuwalnej poprawy funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w najbliższych miesiącach i trudno się dziwić, że nie zostały entuzjastycznie przyjęte w środowisku. Oczywiście, ten urobek daleki jest od naszych oczekiwań, ale trzeba go sprawiedliwie ocenić, a przede wszystkim oddać szacunek i podziękować rezydentom oraz wszystkim lekarzom, zaangażowanym na przestrzeni tych kilku miesięcy w różnych formach akcji protestacyjnej. Jeśli zaś, ktoś zakończeniem protestu jest szczególnie rozczarowany, to niech pamięta, że niekiedy najlepiej ochłonąć… w lustrze.

 

Tymczasem nieuchronnie zbliża się też koniec kadencji i wkrótce moje obowiązki przejmie następca wybrany wolą delegatów na marcowym zjeździe wyborczym. Wierzę w to, że zjazdowe wybory będą impulsem do dalszego rozwoju naszego samorządu lekarskiego i pozwolą na realizację wielu środowiskowych oczekiwań. W takiej chwili, pełen refleksji, spoglądam na te przeszło osiem lat, przez które dane mi było przewodzić łódzkiej społeczności lekarskiej.

 

Z satysfakcją odnotowuję to wszystko, co udało nam się w tym czasie razem osiągnąć. „Becikowe”, „bon szkoleniowy” czy rozszerzenie konsultacji prawnych - to tylko niektóre nowe formy izbowej pomocy dla łódzkich lekarzy. Cieszę się z wielu nowych inicjatyw na polu sportu i kultury, których autorami byli młodzi lekarze, coraz bardziej identyfikujący się z samorządem lekarskim. Wiele do zrobienia jest wciąż w sferze integracji i współdziałania środowiskowego, o czym mogliśmy się najlepiej przekonać w ostatnich miesiącach.

 

Te dwie minione kadencje to także tysiące posiedzeń, zjazdów, wydanych decyzji, podpisanych dokumentów, przemierzonych kilometrów i - przede wszystkim -  bycia wśród wielu wspaniałych ludzi oddanych samorządowi lekarskiemu. Na tej prezesowskiej drodze niemal każdego dnia napotykałem ślady swoich poprzedników, przekonując się jaki ogrom pracy i serca włożyli w budowę naszego samorządu. Starałem się czerpać z ich doświadczeń i jestem niezwykle wdzięczny Wandzie Terleckiej, Ryśkowi Golańskiemu i Grześkowi Krzyżanowskiemu za wszelką pomoc, jakiej przez te lata od nich doświadczyłem.

 

Mogłem również liczyć na nieocenionych członków Prezydium, którzy wspierali mnie na każdym izbowym kroku i w najtrudniejszych zadaniach. Dziękuję całej Okręgowej Radzie, która zawsze była merytoryczna, rzeczowa i pracowała bardzo sumiennie w atmosferze wzajemnej życzliwości , niezależnie od różnicy zdań i poglądów. Najbliżej mnie spośród członków Rady był bez wątpienia sekretarz Paweł Czekalski, a jego zaangażowanie i pracowitość nie miała sobie równych. Sprawność naszej Izby to też zasługa rzetelnej i systematycznej pracy Biura, znakomicie zarządzanego przez Halinę Kotus.

 

Czas więc zamknąć drzwi i powiedzieć „z całego serca dziękuję” za wszystko, co udało nam się wspólnie zrobić. Przepraszam za moje potknięcia, za głęboko osobiste myśli przelane na papier i za tych pierwszych słów splątanie . Jeśli jednak moje rozważania były komuś pocieszeniem, jeśli dodały wiary w sens i pobudziły do osobistych refleksji, to powiem, że dla mnie wyjątkowym szczęściem było… pisać, wzruszać się i być razem z Wami.

 

Grzegorz Mazur