Data dodania: 20-02-2017


Słowo Prezesa: Kontrowersje, zadziwienia i… powidoki

Noworoczne dni zawitały do nas paletą białych krajobrazów, wyczekiwanych z utęsknieniem od tygodni. Napełnieni blaskiem styczniowego czasu, śmiało kreślimy horyzonty przyszłych dróg, sięgających marzeń świątecznego czasu. Niektóre z nich wyrazistości nabiorą ezoterycznym porywem naszych serc, dla innych trzeba sił i wytrwałości, by nie zatarły się w niespełnieniu, by nie uleciały niczym… powidoki.

Od kilku tygodni kołacze nam po głowie jedno pytanie: jaki będzie ten Nowy Rok, pisany „siedemnastką”? Czy przyniesie choćby garść zmian na lepsze, czy też przyjdzie nam nadzieję oblec cierpliwością i przez kolejne miesiące stawiać czoła uwierającym problemom zawodowej codzienności? Przy akompaniamencie  głośnych haseł i rewolucyjnych zapowiedzi, płynących z gmachu przy ulicy Miodowej, wychodzą na światło dzienne kolejne projekty ustaw, wskazujące na plany głębokich zmian obecnego systemu opieki zdrowotnej. Formułowane treści projektów, zwłaszcza na nowych polach działalności, trudne są dziś do rzeczywistej oceny z uwagi na brak towarzyszących aktów wykonawczych, ale mimo to niektóre z nich zdążyły już wywołać wiele kontrowersji. Jedną z takich fundamentalnych zmian, realizowaną, m.in. poprzez likwidację NFZ, ma być transformacja systemu ubezpieczeniowego w system budżetowy.

Prawdą jest, że odejście od obowiązującego dogmatu punktów i procedur, sprowadzającego placówki zdrowotne do roli produkcyjnych przedsiębiorstw, było postulowane od lat przez środowisko lekarskie, jednak  tworzenie alternatywnych rozwiązań nie może prowadzić do obniżenia poziomu opieki dla pacjentów. Takie obawy budzi choćby konstrukcja nowej organizacji podstawowej opieki zdrowotnej, opartej na specjalistach medycyny rodzinnej, w której docelowo zabraknie miejsca dla pediatrów czy internistów. Dążenie do zwiększenia liczby specjalistów medycyny rodzinnej jest oczywiście ważne, ale w sytuacji niedoborów kadrowych, trzeba mieć na uwadze zachowanie tzw. praw nabytych,  a przede wszystkim  trzeba widzieć w centrum bezpieczeństwo małych pacjentów.

Nie ubywa również sprzeczności wokół utworzenia systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ), zwanego potocznie „siecią”. Sztywne kryteria kwalifikacyjne do PSZ coraz bardziej stają się dla niektórych szpitali realną groźbą eliminacji nie tylko części oddziałów, ale nawet całych podmiotów. Taki los może spotkać głównie placówki prywatne, które funkcjonują na rynku medycznym krócej niż dwa lata. Według informacji prasowych, co najmniej kilka szpitali w naszym województwie może nie spełnić wymaganych kryteriów, niezależnie od kwalifikacji kadry medycznej, posiadanego wyposażenia i preferencji pacjentów.

Planowane decyzje administracyjne o przyporządkowaniu szpitali do określonej grupy wydają się pomijać jakość świadczonej przez nie opieki zdrowotnej, która często nie wynika z tego, kto jest ich organem tworzącym, czy jaka jest ich wielkość. Trudno będzie również zadbać o konkurencyjność „sieciowych placówek” i  utrzymać motywację do podejmowania wysokospecjalistycznych procedur, mając na uwadze gwarancję ryczałtowego finansowania  przez co najmniej cztery lata. Do grona krytyków reorganizacji szpitalnictwa - obok samorządu lekarskiego - dołączył dość niespodziewanie jeden z wicepremierów, wskazując na potrzebę tworzenia dobrego klimatu dla inwestycji w polski rynek ochrony zdrowia. Być może ten i inne głosy przyczynią się do wstrzymania reformatorskiego projektu i podjęcia jego pogłębionej analizy z udziałem szerszych konsultacji społecznych.

Pozytywnym sygnałem tego roku jest natomiast przywrócenie stażu podyplomowego dla lekarzy i lekarzy dentystów oraz zwiększenie naboru na studia medyczne. Większa liczba lekarzy, do tego lepiej przygotowanych do zawodu, to na pewno dobry prognostyk, o ile na wysokości staną uczelnie, podejmujące się tego jakże odpowiedzialnego zadania. Czasem jednak, po lekturze podmiotów aplikujących do otwarcia nowych wydziałów lekarskich pojawia się więcej zadziwienia, niż jasnych perspektyw. Jeśli bowiem lekarzami  mogą stać się wkrótce absolwenci Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego, to pewnie niedługo również Wyższej Szkoły Gastronomii i Turystyki.

Zgłębienie arkanów dietetyki i zdobycie turystycznych szlifów byłyby zapewne przy obecnych zarobkach młodych lekarzy znaczącym wzmocnieniem ich zawodowej mobilności. Może więc wykształcenie lekarza nie różni się niczym od przygotowania do zawodu kucharza, tak jak nasz kraj nie różni się wiele od państwa San Escobar.