Data dodania: 28-09-2017


Słowo Prezesa: Szpitalna geografia - po nowemu

Ciepłe dni wydają się już odlatywać na kolejny rok, zabierając ze sobą chwile wakacyjnych fascynacji życiem, dzielonych na pół wyobraźnią, w miarę nieustającej tęsknoty. Tylko czasem pojedyncze kadry uniesień przyjdą nam z pociechą ekranowym blaskiem i odbiciem papieru, jakby na przekór pamięciowej ułomności.

Może więc choć one oprą się naturze i nie przeminą z wiatrem, jak tysiące pomorskich drzew w sierpniowym porywie. Powakacyjny krajobraz pełen jest jednak nie tylko nawałnicowych ubytków w leśnej połaci, ale też braków kwalifikacji wielu placówek do nowej organizacji lecznictwa zamkniętego, zwanej potocznie „siecią szpitali”.

Tylko w naszym województwie, w ogłoszonym pod koniec czerwca wykazie jednostek systemu PSZ (czyli podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej), nie znalazło się trzydzieści placówek, przede wszystkim prywatnych, które od lat funkcjonowały w oparciu o kontrakt z NFZ. Wśród nich są szpitale, które wykonywały rocznie blisko dwa tysiące zabiegów, dysponując nowoczesnym sprzętem i doświadczoną kadrą medyczną. Z kolei wśród szpitali włączonych do sieci są i takie, którym nie uwzględniono np. wszystkich oddziałów, wskazując na brak odpowiedniego poziomu kwalifikacji lub całodobowej opieki lekarskiej. Dotyczy to m.in. niektórych oddziałów okulistycznych i laryngologicznych naszego regionu.

Na ostateczny kształt szpitalnej geografii w województwie, trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy, do momentu rozstrzygnięcia dodatkowych konkursów na świadczenia, które są dla pominiętych jednostek jedyną szansą uzyskania środków Funduszu. Nie ma jednak co liczyć na poważniejsze zmiany, gdyż o dość sztywnym charakterze zapadających w tej kwestii decyzji świadczy fakt, że odwołania, składane przez placówki, które znalazły się poza siecią, niemal w całości zostały odrzucone.

Czy w tej sytuacji szpitale zakwalifikowane do sieci mogą odetchnąć z ulgą i z nadzieją oczekiwać obiecanych ryczałtów, umożliwiających płynną działalność? Chyba nie całkiem, gdyż w projekcie ministerialnego rozporządzenia przedstawiono trzynaście odrębnych wzorów na ustalenie wysokości ostatecznie  przydzielonych środków, powiązanych ze wskaźnikami korygującymi, będącymi podstawą do obniżania bądź podwyższania wartości ryczałtów. Zdaniem wielu fachowców, ten sposób rozliczania będzie znacznie bardziej skomplikowany niż obecnie stosowany, dając przy tym większą możliwość uznaniowości.                                                                                            

Ważnym wydarzeniem ostatnich tygodni był apel, skierowany do  najwyższych władz naszego kraju, w sprawie poprawy finansowania ochrony zdrowia w Polsce, przygotowany wspólnie przez towarzystwa naukowe, medyczne samorządy zawodowe i organizacje pacjentów. Obecność tych ostatnich, jako sygnatariuszy dokumentu, jest szczególnie istotna, bowiem współdziałanie jak najszerszej reprezentacji społeczeństwa ma niezwykle istotne znaczenie dla skuteczności działań, podejmowanych w celu osiągnięcie minimalnych wartości nakładów publicznych na ochronę zdrowia, określonych przez WHO na poziomie 6% PKB.

Współpraca z organizacjami pacjentów jest cenną wartością, godną upowszechnienia również na poziomie regionalnym, w celu wspólnego rozwiązywania wielu problemów medycznych, np. z zakresu profilaktyki i promocji zdrowia, które będąc efektem braku komunikacji, przybierają niekiedy niebezpieczne ramy. Przykładem mogą tu być choćby nasilające się działania organizacji antyszczepionkowych, które w ostatnim czasie stały się przedmiotem interwencji, z zaangażowaniem rzeczników praw pacjenta, w sprawach przeciwko lekarzom.

Uogólnienia, budowane przez te organizacje na podstawie kuriozalnych powikłań poszczepiennych, stały się niestety orężem, pociągającym rodziców do podejmowania decyzji, które prowadzą do cierpienia dzieci. W obronie obowiązku szczepień coraz więcej krajów podejmuje zarządzenia zakazujące przyjmowania nieszczepionych dzieci do żłobków i przedszkoli. Zanim więc i my pójdziemy tym śladem, bez wątpienia należy podjąć uczciwą, rzetelną debatę publiczną z udziałem osób odpowiedzialnych za stan zdrowia społeczeństwa w naszym kraju.

Jadąc do pracy każdego dnia, mijam olbrzymi baner z wizerunkiem niemowlęcia i pytaniem: „Szczepienia czy ludobójstwo?”Myślę, że zamiast siania lęku i społecznego niepokoju, powinniśmy razem szukać odpowiedzi na fundamentalne pytanie: „Zdrowie, czy… brak wiedzy?”