Data dodania: 29-04-2017


Słowo Prezesa: W poczuciu środowiskowej troski

Wiosna znów opromieniła nasze myśli i ożywiła śnięte chłodem pragnienia. Odbicia przydrożnych spojrzeń znienacka przybrały zielonych barw, w których budzi się nadzieja i ciekawość nowego świata. To nowe życie wnet uniesie nas zmartwychwstaniem ponad gęste zastępy chmurnych smogów i wypalone łąki martwych istnień…

Wypalenie, to termin, który coraz częściej przewija się w przekazach medialnych, dotyczących problemów naszej pracy zawodowej. Poczucie braku zadowolenia z dotychczasowych osiągnięć , czy niedostatku motywacji do dalszego wykonywania lekarskiej profesji, to sygnały niepokojącego zjawiska, przenikającego skrycie do naszej medycznej społeczności. Według danych z badań ankietowych, przeprowadzonych przez samorząd lekarski, objawy wypalenia zawodowego można zaobserwować już u 40% medyków. Skala tego zjawiska osiąga alarmujący poziom i powinna skłaniać do podjęcia w trybie pilnym skutecznych kroków przeciwdziałających. Zanim jednak pomyślimy o stosownym remedium, trzeba zastanowić się nad przyczynami tego zatrważającej przypadłości.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat warunki pracy lekarzy uległy cywilizacyjnej zmianie, wynikającej z pogłębiającej się niewydolności systemu opieki zdrowotnej i narastającej presji społecznej, podsycanej pogonią za sensacją krótkowzrocznych publikatorów. Zawodowa odpowiedzialność lekarzy niepomiernie wzrosła, a na dodatek towarzyszy jej ponadnormatywne obciążenie pracą i często ekonomiczna frustracja. Niedobory lekarzy skutkują przepracowaniem i przeciążeniem czynnościami, wśród których zaczyna dominować wszechogarniająca papierologia. Stres potęgują także przejawy agresji pacjentów, dla których lekarz jest z reguły jedynym dostępnym funkcjonariuszem systemu wydłużających się kolejek i proceduralnych ograniczeń. W tej sytuacji wśród przedstawicieli naszego zawodu pojawia się coraz więcej stanów lękowych, zaburzeń depresyjnych i kłopotów w życiu osobistym. Jednak problemy zdrowotne medyków niejednokrotnie muszą długo czekać na zainteresowanie i właściwą reakcję.

Kiedy kończyłem studia medyczne, będąc pewnego razu w charakterze pacjenta, usłyszałem od bardzo doświadczonej i szanowanej pani doktor następujące słowa: „ Niech pan się sobą tak nie przejmuje, bo my jesteśmy po to, by troszczyć się o cudze zdrowie”. Te słowa zapadły mi w pamięć i myślę, że dla wielu koleżanek i kolegów lekarzy kryje się w nich istota naszej zawodowej misji i powołania. Niestety, zaangażowanie dla zdrowia innych przybiera niekiedy formę codziennej gonitwy do tego stopnia, że potrafimy zupełnie zapominać o sobie. Kłopoty z własnym zdrowiem bywają bagatelizowane, długo skrywane, a nawet zwyczajowo wypierane ze świadomości. Takie postawy w prostej linii prowadzą niestety do dramatycznych i nieodwracalnych skutków.

Aby skutecznie przeciwstawić się fali tego zjawiska, należy otwarcie stawić mu czoła i podjąć działania na wielu frontach. Potrzeba więcej dobrze wykształconych lekarzy, by ograniczyć ryzyko przemęczenia nadmiarem pracy, niezbędny jest wzrost uposażeń i konieczne są zmiany organizacyjne, zapewniające lepszą dostępność do świadczeń zdrowotnych. Należy również rozważyć nowe mechanizmy pomocy i wsparcia, jak choćby urlop dla poratowania zdrowia, sprawdzający się w innych grupach zawodowych. Zanim jednak, doczekamy się zmian systemowych, leżących po stronie resortu zdrowia, niezbędne jest środowiskowe zainteresowanie tym problemem, które jest naszą samorządową powinnością.

Wiele nadziei w tej kwestii pokładano w powołanej kilka lat temu instytucji pełnomocnika do spraw zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów, ale proza życia ukazała szereg ograniczeń dla sprawnego ich funkcjonowania. W tej sytuacji osoby wymagające pomocy czy wsparcia nierzadko pozostają z kłopotami zdrowotnymi same ze sobą, mimo że wokół nie brakuje koleżeństwa z różnych dziedzin medycyny. Pozostają w samotności, bo nie zawsze umiemy na siebie patrzeć jak na pacjentów.

Jeden z moich kolegów psychiatrów we wczesnych latach swojej zawodowej kariery rozmawiał z każdym z nas, doszukując się objawów chorób, potwierdzonych literaturą fachową. Wtedy, to był rodzaj zabawy, ale dziś - mając powyższe na uwadze - trzeba w poczuciu środowiskowej troski spojrzeć na siebie z diagnostyczną przenikliwością. Najszybciej i najskuteczniej możemy pomóc sobie we własnym gronie. Zamiast więc starożytnej maksymy „lekarzu lecz się sam”, może warto zawołać : „lekarze dbajcie o swoje zdrowie nawzajem”.