Data dodania: 6-11-2019


Sukces Łódzkich Spotkań Stomatologicznych tkwi w połączeniu nauki i integracji

„Panaceum” rozmawia z Małgorzatą Lindorf, wiceprezes ds. stomatologii ORL w Łodzi i Jackiem Pypciem, byłym wieloletnim wiceprezesem ds. stomatologii ORL w Łodzi, twórcami i organizatorami Łódzkich Spotkań Stomatologicznych.

 

– Łódzkie Spotkania Stomatologiczne to aktualnie jedna z największych konferencji stomatologicznych w Polsce. W tym roku odbyła się już dziesiąta, jubileuszowa edycja. Jakie założenie mieliście organizując pierwszą imprezę dziesięć lat temu?

Małgorzata Lindorf – To miało być rozszerzone, wyjazdowe posiedzenie Komisji Stomatologicznej ORL w Łodzi. Chcieliśmy porozmawiać na tematy, które nas interesowały nieco dłużej niż na posiedzeniu, a przy okazji się czegoś nauczyć. Od samego początku bowiem Spotkania miały mieć charakter szkoleniowy i były połączone z wykładami. Od razu pojawił się też pomysł, żeby organizację imprezy powierzyć jednej z Delegatur OIL w Łodzi. Organizator miał się zmieniać co roku, dzięki czemu Konferencja odbywałaby się w różnych miejscach.

Jacek Pypeć – Zależało nam też na tym, żebyśmy podczas Spotkań mogli porozmawiać o problemach konkretnej Delegatury i żeby lekarze dentyści z danego terenu mieli kontakt z Komisją Stomatologiczną. Pierwsze spotkanie zorganizowała Delegatury Sieradzka.

– Jak wyglądały pierwsze Łódzkie Spotkania Stomatologiczne?

J.P. – Delegatura Sieradzka zorganizowała je w Ośrodku Głównej Kwatery Harcerstwa w Załęczu Wielkim. Wzięły w nim udział sto dwadzieścia cztery osoby, ale tylko połowa po wykładach mogła zostać na „integracji”, ponieważ mieliśmy ograniczoną bazę noclegową. Do dziś uczestnicy pierwszych Spotkań wspominają tę konferencję jako wyjątkową. Mimo że warunki nie były luksusowe, zostaliśmy pięknie ugoszczeni, a sama organizacja imprezy była bardzo spontaniczna. Niezwykła atmosfera tamtego spotkania skłoniła nas do powtórzenia konferencji w kolejnym roku i jednoczesnego rozszerzenia formuły. Zależało nam, żeby Spotkania miały ogólnopolski, a nie lokalny charakter. I tak też się stało.

M.L. – Drugie Łódzkie Spotkania Stomatologiczne Delegatura Skierniewicka zorganizowała w Nieborowie. Zainteresowanie i frekwencja były tak duże, że musieliśmy zarezerwować noclegi dla uczestników w dwóch hotelach i Pałacu w Nieborowie. Chcieliśmy się tą imprezą pochwalić w Polsce, dlatego zaprosiliśmy wszystkich wiceprezesów izb lekarskich ds. stomatologii. Stawili się w komplecie.

– W końcu siedzibą Łódzkich Spotkań Stomatologicznych stał się Hotel Wodnik k. Bełchatowa.

J.P. – Zachwyciliśmy się krajobrazem i otoczeniem, a Hotel Wodnik był w stanie pomieścić wszystkich uczestników.

– Łódzkie Spotkania Stomatologiczne to była pierwsza impreza dedykowana lekarzom stomatologom łódzkiej OIL?

J.P. – Tak. Wcześniej organizowane były wyłącznie posiedzenia Komisji Stomatologicznej. Kiedy zostałem Przewodniczącym Komisji, od razu zobaczyłem w Małgosi Lindorf partnera, z którym będę tę Komisję rozwijał. Z każdym posiedzeniem przybywało nam członków, dzięki czemu Komisja dziś liczy czterdzieści trzy osoby i jest najliczniejszą w OIL w Łodzi. Szybko wykształciła się też grupa osób, która włączyła się w organizację Łódzkich Spotkań Stomatologicznych.

– Wspomnieli Państwo o walorach szkoleniowych Łódzkich Spotkań Stomatologicznych. Po frekwencji widać, że wykłady cieszą się dużym zainteresowaniem. Jaki jest klucz doboru wykładowców?

M.L. – Od samego początku stawialiśmy na kształcenie kliniczne, a nie naukowe. Chcemy, żeby to była konferencja dla lekarzy gabinetowych, którzy informacje z wykładów wykorzystają już następnego dnia w pracy z pacjentami. Dzięki dużej liczbie wykładów i wykładowców nasi uczestnicy mogą liczyć na dużą liczbę punktów edukacyjnych.

– Niekwestionowaną atrakcją Spotkań jest także „przebieranie się” jednego z organizatorów – doktora Jacka Pypcia. Skąd ten pomysł?

J.P. – Pomysł narodził się już podczas drugich Spotkań Stomatologicznych, które były zorganizowanie na terenie łowickim. Małgosia postanowiła wystąpić w sukni z szalem w stylu łowickim, a dla mnie przywiozła krawat z takim samym wzorem. Strój nawiązywał do miejsca, w którym odbywała się konferencja.

M.L. – Wtedy też powstał pomysł na udział w naszch Spotkaniach „gwiazdy wieczoru”. Jeden ze sponsorów zapewnił nam występ Tadeusza Drozdy. Komik tak umilił nam wieczór, że występ gwiazdy podczas kolacji stał się tradycją.

– Kiedy imprezie zaczęły towarzyszyć targi?

M.L. – Nigdy nie zorganizowaliśmy przy konferencji targów stomatologicznych, ale od początku zależało nam na obecności wystawców. To jednocześnie nasi sponsorzy. Podczas pierwszej edycji mieliśmy trzech wystawców. Z każdą kolejną ich liczba wzrastała. Nigdy nie wystawiamy jednak firm konkurencyjnych w danej dziedzinie.

J.P. – Małgosia ma umiejętność pozyskiwania sponsorów, dzięki czemu możemy sobie pozwolić na większą liczbę wykładowców i atrakcji podczas imprezy, a opłata za udział w konferencja pozostaje stosunkowo niski dla lekarzy dentystów.

– Jedną z charakterystycznych cech Spotkań Stomatologicznych jest też integracja, co uczestnicy podkreślają na każdym kroku. Lekarze dentyści nie pracują razem, tak jak lekarze, w dużych ośrodkach: szpitalach, przychodniach, tylko małych gabinetach, najczęściej w pojedynkę. Czy ta impreza daje lekarzom stomatologom poczucie wspólnoty i jest jedną z niewielu okazji do spotkania w tak dużym gronie?  

J.P. – Wielu lekarzy dentystów, zwłaszcza pracujących w małych ośrodkach, zamyka się we własnym gabinecie i czuje ogromną potrzebę integracji ze swoim środowiskiem. Spotkania Stomatologiczne dają możliwość rozmowy zarówno o blaskach, jak i problemach tego zawodu. Właśnie dlatego do formuły konferencji wprowadziliśmy dwie imprezy integracyjne: grill, podczas którego panuje swobodna atmosfera i elegancka kolacja, podczas której odbywają się występy artystyczne.

M.L. – Uniwersytet Medyczny w Łodzi organizuje spotkania absolwentów stomatologii, ale nie wszyscy się na nich pojawiają. Dentyści, którzy przyjeżdżają na naszą konferencję, mają okazję spotkać koleżankę i kolegę z roku, których nie widzieli od lat. Właśnie dzięki temu szybko wykształciła się grupa stałych uczestników, dla których walor towarzyski konferencji jest niezwykle ważny.

– Łódzkie Spotkania Stomatologiczne na stałe wpisały się już do kalendarza lekarzy stomatologów?

J.P. – I to nie tylko na terenie naszej Izby! Jeżdżąc po całej Polsce, mocno promowaliśmy konferencję w innych samorządach. Dzięki temu „wbiła się” ona na stałe do kalendarza lekarzy stomatologów. Po latach ostatni weekend września zawsze już należy do Łódzkich Spotkań Stomatologicznych.

– Czy macie w Polsce konkurencję w postaci dużych imprez targowych.

M.L. – Łódzkie Spotkania Stomatologiczne nie miały i nie będą miały charakteru targów. Organizujemy konferencję szkoleniowo-integracyjną i wciąż chcemy wzbogacać formułę imprezy, ale w obecnych ramach. W Polsce są już dwie znaczące imprezy targowe. Nasze Spotkania mają charakter konferencji szkoleniowo-integracyjnej.

– Czy nadal organizacja konferencji pozostanie w Waszej gestii, czy planujecie oddać ją jakiejś zewnętrznej firmie.

J.P. – Od samego początku jesteśmy organizatorem i tak zostanie. Naszym sukcesem jest zbudowanie zespołu, który stanowi szkielet Komisji Stomatologicznej oraz Komitetu Organizacyjnego Łódzkich Spotkań. Każdy w zespole ma ważne zadania.

M.L. – Organizacja tak dużej imprezy nie jest łatwa, ale daje ogromną satysfakcję. Żeby zobrazować, ile rzeczy trzeba załatwić powiem tylko, że dzień przed konferencją odebraliśmy z Jackiem ponad sto telefonów.

– Czy da się co roku organizować ciekawszą konferencję? Po latach coraz trudniej zaskoczyć uczestników.

J.P. – Po każdej konferencji pytamy uczestników, co ich interesuje i o czym chcieliby posłuchać podczas wykładów w przyszłym roku. Przygotowując program kolejnej konferencji, staramy się uwzględnić te oczekiwania.

M.L. – Nie da się na pewno zadowolić wszystkich, ale staramy się, żeby co roku program był bogatszy, a atrakcje coraz ciekawsze.

– Plany na przyszłość?

J.P. – Jednym z moich marzeń jest wpisanie konferencji do planu międzynarodowych konferencji. Wówczas moglibyśmy liczyć na dodatkowe dofinansowanie, m.in. z Unii Europejskiej. Żeby tak się stało, musimy jednak spełnić szereg trudnych warunków.

M.L. – Przystępujemy już do organizacji jedenastej edycję. Zarezerwowaliśmy hotel, niedługo będziemy zapraszać wykładowców. Charakter konferencji na pewno się nie zmieni, bo wiemy, że uczestnicy potrzebują takiej formuły – szkolenie i integracja, z naciskiem na szkolenie.

– Co jako organizatorów napędza Was do działania?

M.L. – Podziękowania uczestników po zakończonej konferencji. To nam daje ogromną satysfakcję.

J.P. – Dla tych ludzi chce nam się napracować przy kolejnej edycji. I dla nich warto to robić.