Data dodania: 10-10-2017


Wojskowe szkolnictwo medyczne

Obrona kraju wiąże się nieodzownie ze stanem wojska, a ten z kolei zależy od jego wyszkolenia, wyposażenia i zdrowia. Problemy te znane są od pokoleń i zawsze stanowiły jedno z ważniejszych zadań państwa.

Szkolenie lekarzy wojskowych w Polsce w sposób zorganizowany sięga lat dwudziestych XX wieku, kiedy to w 1922 r. utworzono Wojskową Szkołę Sanitarną. Mieściła się ona w Warszawie, w Zamku Ujazdowkim. W latach 1928-1930 przekształcono ją w Centrum Wyszkolenia Sanitarnego i do 1939 r. wyszkolono tu około pięciuset lekarzy - oficerów Wojska Polskiego. Z tej liczby około stu dwudziestu  zginęło w czasie II wojny światowej. Szkolenie lekarzy dla potrzeb wojska odbywało się także w czasie wojennej zawieruchy.

Polskie ośrodki kształcenia lekarzy mieściły się na uniwersytetach we Francji, Szwajcarii czy Szkocji. Około trzystu absolwentów tych placówek uzyskało dyplomy lekarzy. W1944 r., w Lublinie, na Wydziale Lekarskim nowo powołanego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie utworzono Katedrę Medycyny Wojskowej, której funkcje przejęła Wojskowo - Medyczna Szkoła Felczerów w Łodzi. To był chyba pierwszy przykład obniżania statusu lekarza w czasach PRL. W 1950 r. utworzono Fakultet Wojskowo-Medyczny na łódzkiej Akademii Medycznej, który osiem lat później przekształcono w Wojskową Akademię Medyczną.

Budowanie struktur kształcenie kadry i bazy naukowo – dydaktycznej dla wojska wymagało czasu, ale dało efekt w postaci licznej kadry samodzielnych pracowników nauki i rzeszy lekarzy zasilających nie tylko wojskową służbę zdrowia ale służącą także cywilnym obywatelom. Od lat dziewięćdziesiątych stopniowo, wskutek zmniejszania się liczebności armii i zmniejszania nakładów, obniżano budżet WAM i w rezultacie połączono go z łódzką Akademią Medyczną, tworząc w 2002 r. Uniwersytet Medyczny. Aktualnie na uczelni działa Wydział Wojskowo - Lekarski.

Niestety, koncepcja wcielania absolwentów wydziałów wojskowo-lekarskich z uczelni cywilnej do wojskowej służby zdrowia nie przyniosła spodziewanych rezultatów i obecnie wojsko ma około 800 wolnych etatów dla lekarzy. Nasuwa się uwaga, że stosując myślenie pragmatyczne - a nie życzeniowo-magiczne - należało przewiedzieć te potrzeby i nie likwidować WAM-u - tak ważnej uczelni wyższej. Odrodzenie się wojskowej szkoły medycznej nie stanie się z dnia na dzień, potrzeba czasu, wielu lat odbudowy struktur, kadry i bazy szkoleniowej,  potrzeba ludzi i środków.

Warto w tym miejscu zauważyć też, że do służby wojskowej potrzeba specjalnych predyspozycji, kwalifikuje się do niej ten, kto poza wykształceniem i zdrowiem, ma pewne pożądane cechy osobowości i charakteru. Karność, posłuszeństwo, sumienne wykonywanie poleceń, pełne oddanie służbie - to tylko niektóre z nich. Te rzadko są wrodzone i muszą być kształtowane i pielęgnowane od wczesnych lat. Można porównać ten system formowania młodego człowieka do seminariów duchownych, gdzie kształtuje się niezbędne cechy osobowości i wpaja pożądaną wiedzę.

Uczenia cywilna tym różni się od wojskowego, że jest a właściwie powinna być autonomiczna. Niezależna od wpływów partii czy aparatu państwowego. O taką autonomie miedzy innymi postulowaliśmy w czasie strajków studenckich w 1981 roku. Historycznie rzecz ujmując, uniwersytety mogą mieć w zasadzie cztery rodzaje autonomii, zgodne z modelami:

1/  Kanta - gdzie państwo interweniuje tylko w niektórych aspektach życia uczelni;

2/ Napoleona - gdzie państwo ma pełna nad uczelnią kontrolę;

3/ Humbolta, w którym państwo nie ingeruje w wewnętrzne sprawy uczelni i pełni rolę drugoplanowa,

4/ brytyjski, w którym państwo wspiera działalność uniwersytetów, ale nie jest ich właścicielem.

Problem wolności i autonomii człowieka, wielokrotnie omawiany, stanowił istotę rozważań najwybitniejszych autorytetów. Jest złożony i w wielu aspektach dyskusyjny. Tworzenie uczelni wojskowej ze swej istoty wymaga jednak, by ta wolność i autonomia były raczej według modelu Napoleona, niż Humbolta.

W tym miejscu tkwi istota problemu wprowadzania do cywilnej uczelni, jaką jest Uniwersytet Medyczny w Łodzi, struktur wojskowych dla potrzeb odtworzenia dawnej, wojskowej uczelni medycznej.  Tylko roztropność władz uczelni i wojska, sztuka prowadzenia dyskusji między nimi, może uwzględnić istotne problemy obu podobnych ale różnych kierunków.

Wyrażam przekonanie, że obecny szef Wojskowej Służby Zdrowia - gen. bryg., lekarz - dentysta, który jest osobą ogromnej wiedzy i taktu, potrafi przewidywać możliwe scenariusze. I będzie na pewno godnym partnerem dla Jego Magnificencji Rektora łódzkiej UM. Jestem pewien, że obaj znajdą właściwe, dobre wyjście z sytuacji - oby tylko nie wtrącali się ci, którym wydaje się, że mają monopol na „wszystkowiedzenie” i stanowią jedynie słuszną drogę.

Paweł Czekalski,

sekretarz ORL w Łodzi