Data dodania: 12-07-2018


Z lekarskiej wokandy: Dylematy zawodowe lekarza i prawnika

Sprawa, którą dzisiaj przedstawiam okazała się być jedną z najwszechstronniej zbadanych oraz opisanych w opiniach biegłych (jak również w mediach) w historii łódzkiego Okręgowego Sądu Lekarskiego. Postępowania wyjaśniające prowadziły nie tylko prokuratura, ale też Rzecznik Praw Pacjenta, wojewoda i Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej.

W akapicie wprowadzającym artykułu, czyli tzw. lidzie, jaki ukazał się w pewnym dzienniku pt. „Lekarz ze szpitala w Łodzi pójdzie przed sąd... (na razie) lekarski”, czytamy: „Gdy 29 czerwca 2014 r. karetka zabierała po wypadku 22-letniego Bartosza (imię zmienione), ten żył. Nie przyjęli go do Szpitala MSW. Do drugiego nie zdążyli go dowieźć.”

Z materiału prasowego wynikało, że po godz. 4:00 feralnego dnia, Bartosz wyszedł ze swoją narzeczoną z wesela. Szli brzegiem chodnika ul. Brzeźnej. W pewnym momencie Bartosz wkroczył na jezdnię. Potrącił go samochód osobowy. O 4.39 Agnieszka wezwała pomoc. O 4:43 lekarz i ratownicy byli już na miejscu i przeprowadzali badanie w karetce. O 5:04 dyspozytor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego (WSRM) wskazał Szpital MSW, jako najbliższy od miejsca wypadku, do którego należy przewieźć poszkodowanego. O 5:30 lekarz tegoż szpitala odmawia przyjęcia Bartosza. O 5.45 zespół dociera do placówki, w której funkcjonuje Centrum Urazowe. Niestety, tu następuje zatrzymanie akcji serca i pacjent umiera. Była 6.30. Późniejsza sekcja zwłok wykazała ostrą niedomogę krążeniowo – oddechową w przebiegu wstrząsu krwotocznego, spowodowanego mnogimi obrażeniami ciała.

Po skardze rodziny poszkodowanego, postępowanie wyjaśniające w sprawie, czy udzielona mu pomoc była prawidłowa, przeprowadził Rzecznik Praw Pacjenta (RPP). Na jego żądanie dyrektor Szpitala  MSW wyjaśnił, że 28 czerwca 2014 r. po południu awarii uległ jedyny w tej placówce tomograf komputerowy. Lekarz dyżurny zgłosił ten fakt do dyspozytora WSRM oraz do lekarza koordynatora ratownictwa z prośbą o zaniechanie kierowania do placówki pacjentów wymagających diagnostyki komputerowej. Pomimo tego zgłoszenia, a także braku pełnienia tzw. ostrego dyżuru chirurgicznego, zespół ratowników przywiózł Bartosza do Szpitala MSW,  zamiast przekazać go do najbliższej placówki dysponującej SOR, czy Centrum Urazowym.

Po tej odpowiedzi, RPP zasięgnął opinii konsultanta krajowego w dziedzinie medycyny ratunkowej, którego stanowisko można streścić w jednym zdaniu: Mimo braku aparatu CT, stan pacjenta mógł być skutecznie zbadany przy pomocy USG oraz tradycyjnego RTG, a także na podstawie badań laboratoryjnych. RPP, w odpowiednim wystąpieniu do dyrektora Szpitala MSW stwierdził, że w warunkach zagrożenia życia pacjenta nie udzielono mu świadczeń zdrowotnych  z należytą starannością. Wezwał go ponadto do wdrożenie odpowiednich procedur, które zapewnią skuteczną realizację obowiązku udzielania świadczeń zdrowotnych oraz do pouczenia personelu medycznego o obowiązku przestrzegania praw pacjenta.

Postępowanie wyjaśniające w sprawie, pod kątem  zastrzeżenia co do pracy dyspozytora WSRM i kierownika zespołu medycznego pogotowia, przeprowadził też wojewoda. Uczynił to poprzez podległy mu Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzani Kryzysowego, który zasięgnął opinii konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie medycyny ratunkowej, a ten uznał, że awaria tomografu komputerowego nie wyklucza badania krwawienia w obrębie jamy brzusznej i miednicy małej za pomocą USG-FAST. Konsultant uczynił jednak zastrzeżenie, że Szpital MSW nie miał podpisanej z Narodowym Funduszem Zdrowia umowy o całodobowe świadczenia z zakresu chirurgii ogólnej.

Prokuratura powołała dwuosobowy zespół biegłych z odległego Zakładu Medycyny Sądowej: profesora specjalistę chirurga w zakresie różnych dziedzin chirurgii oraz profesora patomorfologa, którzy przyjęli, że nie było możliwości udzielenia Bartoszowi pomocy w szpitalu MSW. Opinii biegłego, tym razem konsultanta medycyny ratunkowej dla innego województwa, zasięgnął też Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej (OROZ), prowadzący sprawę przeciwko lekarzowi dyżurnemu Izby Przyjęć szpitala MSW. Według biegłego, postępowanie lekarskie  dyżurnego było nieprawidłowe, gdyż nie zbadał fizykalnie pacjenta, a przede wszystkim nie dokonał oceny jego parametrów życiowych i nie podjął działań restytucyjnych. Zamiast tego, w pierwszej kolejności zajął się dywagowaniem, czy pacjent znalazł się słusznie w tym szpitalu.

W tej sytuacji OROZ skierował do Okręgowego Sądu Lekarskiego (OSL) wniosek o ukaranie lekarza za to, że dyżurujący w szpitalu MSWiA odmówił przyjęcia pacjenta poszkodowanego w wypadku komunikacyjnym, znajdującego się w stanie nagłego zagrożenia życia. Wśród wyjaśnień, złożonych przez obwinionego, znalazło się pytanie: „Co ma zrobić lekarz, który stoi przed wyborem pozostawienia pacjenta w szpitalu, wiedząc w stu procentach, że nie będzie on miał szans na przeżycie, a tę szansę daje mu skierowanie do Centrum Urazowego, dysponującego niezbędnym w takim przypadku sprzętem medycznym i specjalistami.

OSL uznał lekarza za niewinnego z argumentacją, że wobec rozbieżności opinii biegłych, powstały nieusuwalne wątpliwości co do winy lekarza, a prawo nakazuje tłumaczenie takich wątpliwości na korzyść obwinionego. Teza, że Szpital MSW nie mógł zapewnić właściwej opieki pacjentowi z urazem wielonarządowym, gdyż nie mógł zastosować odpowiednich procedur leczniczych, okazała się wysoce prawdopodobna.

***

W opisanej sprawie dostrzegam po raz kolejny zbieżność dylematów zawodowych medyka i prawnika. Pierwszy boryka się w swoich diagnozach z  objawami dającymi podstawy do różnych interpretacji, drugi w swych rozstrzygnięciach potyka się o wieloznaczność pojęć i problemy z ich zdefiniowaniem. Trudność jednoznaczności – co widać w opisanym kazusie – dotyka także opiniowanie sądowo – lekarskie. Wydaje się, że bliscy Bartosza pojęli te dylematy, nie godząc się z zapadłym wyrokiem.

Wydaje się też, że z tej sprawy można wysnuć jeszcze jeden wątek. Medycyna otrzymała do dyspozycji zdobycze rewolucji technicznej, na które wcześniej nie była przygotowana. I być może – tu jestem ostrożny – nastąpiło swoiste uzależnienie lekarzy od nowoczesnej i specjalistycznej diagnostyki, ze szkodą dla tradycyjnych badań przedmiotowych i podmiotowych, które częstokroć zostają zaniechane. Pytanie, czy można udzielić pomocy medycznej, nie mając na podorędziu tomografu komputerowego, w opisanych tu, wielowątkowych postępowaniach nie zostało rozstrzygnięte.