Data dodania: 1-07-2019


Z lekarskiej wokandy Lekarz z telewizji

W Polsce reklamować można tylko leki wydawane bez recepty oraz suplementy. Według szacunków prasy fachowej, firmy farmaceutyczne wydały w 2018 r. aż 4,2 mld zł na reklamy takich specyfików, z przekonaniem, że są to wydatki jak najbardziej celowe.

 

W ramach strategii reklamowej nadaje się lekom i suplementom obco brzmiące obcojęzyczne nazwy, z dodatkami „extra”, „max”, „forte”, czy „plus” (tych ostatnich w bazie leków odnalazłem około setki). W ramach tej strategii nakłania się do udziału w reklamach osoby wykonujące zawód lekarza lub lekarza dentysty. Bywa, że skutecznie, co prowadzi wprost przed oblicze właściwego Okręgowego Sądu Lekarskiego (OSL).

 

W jednej z reklam mężczyzna w białym kitlu lekarskim siedzi za biurkiem w pomieszczeniu  typowo wyposażonego gabinetu lekarskiego. W kadrze widoczna jest plakietka zawierającą jego imię i nazwisko lekarza oraz nazwę jego specjalności. Na biurku leżą pieczątka, stetoskop i aparat do mierzenia ciśnienia. Lekarz, trzymając w dłoni pudełko leku, poleca go „swoim” pacjentom, bo „pozwala w krótkim czasie uwolnić się od uciążliwych objawów” danej infekcji. Patrząc wprost w kamerę, dodaje: „to produkt, do którego mam pełne przekonanie”.

 

Dla każdego lekarza, nawet tego, który ani razu nie przeczytał Kodeksu Etyki Lekarskiej, oczywiste być powinno, że na wizji mieliśmy (po wielokroć) do czynienia z występkiem przeciwko zasadom deontologii zawodowej. Konkretnie mowa jest o art. 63,  ust. 2, który stanowi, że lekarz nie powinien wyrażać zgody na używanie swego nazwiska i wizerunku dla celów komercyjnych. Wina lekarza była oczywista i w tym zakresie wystarczającym dowodem było nagranie reklamy na płycie CD. Wina nie może jednak pozostawać bez konsekwencji, a to czyni aktualnym pytanie o wymiar kary, jako celowo zadanej dolegliwości osobie karanej*.

 

OSL miał do wyboru (art. 83 ustawy o izbach lekarskich): upomnienie, naganę, karę pieniężna, zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w jednostkach organizacyjnych ochrony zdrowia na okres od roku do pięciu lat, ograniczenie zakresu czynności w wykonywaniu zawodu lekarza na okres od sześciu miesięcy do dwóch lat, zawieszenie prawa wykonywania zawodu na okres od roku do pięciu lat lub pozbawienie prawa wykonywania zawodu. Pierwsze dwie z katalogu sędziowie - lekarze uznali za zbyt łagodne, a te z pozycji od cztery do siedmiu - za zbyt surowe. Kara pieniężna  w wysokości dwukrotnego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku, ogłoszonego przez prezesa GUS, w wysokości 8.201,66 zł, z przeznaczeniem na rzecz Fundacji dla Dzieci z Chorobami Nowotworowymi „Krwinka”, okazała się być „złotym środkiem” karnym.

 

Zasady wymierzenia kar w postępowaniu dotyczącym odpowiedzialności zawodowej lekarza są identyczne  jak w Kodeksie karnym (bo powołuje się na nie cytowana wyżej ustawa). Sędziowie korzystają z prerogatywy swobodnego wymiaru kary, jednak jej dolegliwość nie może przekroczyć stopnia przypisanego sprawcy czynu zabronionego (deliktu zawodowego). Sąd wymierzając karę obowiązany jest brać pod uwagę jej cele zapobiegawcze i wychowawcze. Ważnym elementami wymiaru kary są również: ocena motywacji sprawcy, waga naruszonych obowiązków, rodzaj i rozmiar ujemnych następstw.

 

Dostosowując karę do opisanego wzorca, OSL wziął pod uwagę przede wszystkim następujące okoliczności sprawy: wielokrotność emitowania reklamy we wszystkich kanałach telewizyjnych, wypowiedzenie frazy: „pacjentom polecam” oraz działanie w celu osiągnięcia korzyści finansowej. Wpływ na wymiar kary miało też przekonanie sędziów, co do ukrycia przez lekarza specjalistę pełnej wiedzy na temat działania specyfiku. Aby preparat zadziałał na ten rodzaj infekcji, na którą miał być kierowany, powinien posiadać w składzie szczep określonej bakterii. Niestety, nie posiadał, z bez tego szczepu lek nie jest środkiem, który pomoże nam zwalczyć już istniejący problem (nie leczy), a jedynie stanowi profilaktykę, aby do infekcji nie doszło, ewentualnie troszkę łagodzi objawy. Dla wymiaru kary miało też znaczenie, że reklama sygnowana przez „autentycznego” lekarza ma dużo silniejsze oddziaływanie, niż ta z udziałem aktora „grającego” lekarza.

 

Lekarz zaskarżył rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji w części dotyczącej wymiaru kary, wnosząc o jej złagodzenie. Argumentował, że nie wykonuje zawodu lekarza w Polsce i tym samym nie stanowi konkurencji dla kolegów w kraju, a ponadto na sądowe rozprawy dojeżdżał z zagranicy. Co więcej, został wprowadzony w błąd przez firmę farmaceutyczną, dlatego był przekonany, że jego udział w reklamie nie stanowi naruszenia przepisów.

 

Zaskarżenie samej kary może być skuteczne, jeżeli w apelacji wykażemy jej rażącą niewspółmierność. Uważam, że represja w tej sprawie nie miała charakteru chociażby nawet niewielkiej niewspółmierności. Argumenty odwołania były zatem oczywiście chybione. Naczelny Sąd Lekarski podkreślił w uzasadnieniu drugoinstancyjnego orzeczenia, że wartością chronioną w ramach przepisu zakazującego komercyjnego wykorzystywania wizerunku nie jest konkurencja między lekarzami, lecz społeczny odbiór osób wykonujących zawód lekarza, cieszący się wysokim zaufaniem, a także naruszenie godności tego zawodu.

 

Zbyt intensywna reklama może prowadzić potencjalnych odbiorców do szkód zarówno zdrowotnych, jak i finansowych. Na szczęście w każdej reklamie leku tuż przed wygaśnięciem spotu pojawia się wskazówka: „skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą” :).

 

Jerzy Ciesielski,

 

adwokat

 

*Opisując zasady wymiaru kary korzystałem z publikacji Andrzeja Zolla: Kodeks karny. Część ogólna. Komentarz. Tom I oraz Wina i kara, Nauka 1/2004, s. 31-46