Data dodania: 21-10-2018


Z lekarskiej wokandy: Prawo i medycyna w duecie

Sprawa, którą poniżej opisuję, ilustruje problem odpowiedzialności zawodowej (deontologicznej) za błąd lekarski, w kontekście możliwości odmiennej interpretacji norm prawnych, odpowiedzialność tę regulujących, na poziomie orzekania od sądu lekarskiego pierwszej instancji aż po Sąd Najwyższy.

Wiktorek urodził się  15 stycznia 2012 r., a już osiem dni później musiał być  hospitalizowany na Oddziale Intensywnej Opieki Noworodka. Powodem była białaczka wrodzona - choroba hematologiczna o podłożu immunologicznym. Mimo leczenie, stan zdrowia niemowlaka był wybitnie ciężki. W dniu 20 marca 2012 r. zaplanowano i wpisano do indywidualnej karty zleceń pobranie u Wiktorka szpiku kostnego punkcją lędźwiową, celem uzyskania płynu rdzeniowego, ponadto podanie drogą dożylną leku o nazwie Wincrystyna oraz dokanałowo (do przestrzeni podpajęczynówkowej w obrębie kręgosłupa) dwóch innych leków.

W zakresie podania Winkrystyna, Polska Grupa Pediatryczna ds. Leczenia Białaczki i Chłoniaków wydała odpowiednie zalecenia, zgodne z protokołem Interfant 99/06, które zawiera opis leku, wskazanie dawek i sposobu podania, a także ostrzeżenie o jego toksyczności w wypadku nieprawidłowego podania i konieczności zachowania środków ostrożności w zakresie jego przechowywania. Lekarz wyznaczony przez ordynatora, lek ten podawał pierwszy raz w swojej praktyce i wstrzyknął go, podobnie jak pozostałe, do przestrzeni podpajęczynówkowej drogą dokanałową. Niemal natychmiast po wykonanej iniekcji spostrzegł swój błąd i przystąpił do postępowania ratunkowego, które jednak nie przyniosło rezultatów. Wiktorek zmarł z powodu niewydolności wielonarządowej, w tym uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.

Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, do którego wpłynęła skarga na lekarza, przeprowadził stosowne postępowanie i 6 listopada 2013 r. skierował wniosek o jego ukaranie do właściwego Okręgowego Sądu Lekarskiego, za niezgodnie ze wskazaniami wiedzy medycznej podanie leku Wincrystyna. 10 czerwca 2014 r. OSL uwzględnił wniosek obrońcy lekarza i wydał postanowienie o zawieszeniu swojego postępowania do czasu prawomocnego zakończenia sprawy  toczącej się w sądzie karnym, której przebieg może mieć wpływ na postępowanie w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej. Analogiczny wniosek złożył pełnomocnik rodziców Wiktorka, który jednocześnie domagał się zawieszenia obwinionemu lekarzowi prawa wykonywania zawodu, co jednak nie zostało uwzględnione. OSL stwierdził bowiem brak formalnych podstaw do takiego zawieszenia wobec złożenia wniosku przez podmiot nieuprawniony (wniosek taki mógł pochodzić tylko od OROZ).

Pełnomocnik rodziców zmarłego dziecka złożył na to postanowienie zażalenie do Naczelnego Sądu Lekarskiego, powołując się na definicję zawartą w ustawie o izbach lekarskich, że „przewinieniem zawodowym jest naruszenie zasad etyki lekarskiej oraz przepisów związanych z wykonywaniem zawodu lekarza”. Z definicji tej można wysnuć wniosek, że zakres odpowiedzialności zawodowej wykracza poza ramy odpowiedzialności karnej, a zatem wynik tego drugiego postępowania nie ma wpływu na postępowanie dyscyplinarne. NSL utrzymał w mocy postanowienie sądu lekarskiego pierwszej instancji, argumentując w uzasadnieniu swojego orzeczenia, że choć faktycznie jedną z naczelnych zasad postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej jest zasada niezależności tego postępowania od innych postępowań, dotyczących tego samego czynu, to jednak nie jest ona zasadą absolutną. Zebrany w sprawie karnej materiał dowodowy i opinie biegłych mogą mieć istotne znacznie dla kwestii odpowiedzialności zawodowej.

Sąd karny, w wyroku wydanym 11 stycznia 2017 r., skazał lekarza na karę pozbawienia wolności na jeden rok, zawieszając jej wykonanie i orzekł środek karny w postaci zawieszenia prawa wykonywania zawodu lekarza na ten sam okres. W uzasadnieniu wyroku podkreślił, że: „realizując zlecenie leczenia onkohematologicznego niemowlaka, lekarz nie zachował reguł ostrożności zgodnych z protokołem Interfamt 99/06 i podał mu lek Wincrystyna do płynu mózgowo – rdzeniowego, w następstwie czego nastąpiły utrata przytomności, niedowład wiotki czterokończynowy, postępujące wodogłowie i zaniki korowe, co doprowadziło do powstania postępującego procesu degradacyjnego w ośrodkowym układzie nerwowym, uniemożliwiające dalsze leczenie, a w konsekwencji spowodowało śmierć dziecka”.

Po uprawomocnieniu się wyroku sądu karnego, została wznowiona sprawa na wokandzie  Okręgowego Sądu Lekarskiego, który w dniu 12 kwietnia 2017 r. umorzył dalsze postępowanie, powołując się na przepis ustawy o izbach lekarskich, który pozwala sądowi na odstąpienie od wymierzenia kary, gdy jej orzeczenie byłoby oczywiście niecelowe, a jednocześnie nie pozostawało w sprzeczności z interesem pokrzywdzonego. W tym wypadku niecelowość tę OSL upatrywał w prawomocnym orzeczeniu przez sąd powszechny kary dostatecznie dolegliwej, a także wziął pod uwagę traumatyczne przeżycia lekarza związane ze śmiercią pacjenta i wyrażoną przez niego skruchę, a także graniczące z pewnością prawdopodobieństwo, że nie popełni on podobnego wykroczenia zawodowego.

Pełnomocnik rodziców dziecka złożył odwołanie od wyroku OSL, a po jego utrzymaniu przez Naczelny Sąd Lekarski, skierował kasację do Sądu Najwyższego, podważając zasadność stanowiska sędziów – lekarzy i wywodząc, że na gruncie przepisów o odpowiedzialności zawodowej nieprawidłowe jest utożsamianie odpowiedzialności karnej i dyscyplinarnej. Sprawa trafiła do Izby Karnej SN, która zajęła stanowisko (w sumie zbieżne z poglądem pełnomocnika rodziców dziecka), że porównanie opisów czynów w postępowaniu dyscyplinarnym i karnym wskazuje, iż nie są one tożsame. Nieumyślne spowodowanie śmierci niemowlaka nie było celem zamierzonym działania lekarza, natomiast delikt dyscyplinarny polegał w tym wypadku na niezgodnym ze wskazaniami wiedzy medycznej podaniu leku, czyli na niedotrzymaniu należytej staranności w postępowaniu lekarskim.

Sąd Najwyższy zaznaczył jednocześnie, że oba postępowania jurysdykcyjne były - w ujęciu historycznym - samodzielne i odrębne, a konsekwencją takiego poglądu było przyjęcie, że dnia 20 marca 2017 r. nastąpiło pięcioletnie  przedawnienie deliktu dyscyplinarnego, a zatem po tej dacie sądy lekarskie nie mogły już orzekać w sprawie. Nieuzasadnione byłoby zastosowanie dłuższego okres przedawnienia  (powyżej dziesięcioletniego), który przyjmuje się wówczas, gdy czyn lekarza stanowi zarazem przewinienie zawodowe i przestępstwo zagrożone karą wolności przekraczającą trzy lata. Wobec upływu okresu przedawnienia, postępowanie na wokandzie sądu lekarskiego zostało umorzone.

Oceniając to rozstrzygniecie powołam się na paremię prawniczą wywiedzioną jeszcze w czasach rzymskich: Lex iubet ea, quae facienda sunt, prohibetque contraria. – prawo nakazuje to, co należy czynić i zakazuje rzeczy przeciwnych.

Jerzy Ciesielski,

adwokat