Data dodania: 18-06-2016


Zgłębnik stomatologiczny: Jak skorzystać z błędu medycznego, czyli… „Polowanie na czarownice”

Ścigany listem gończym od lutego 2014 r. Jacobus Marinus (Mark) van Nierop, lat pięćdziesiąt jeden, został ostatecznie ujęty i doprowadzony przed oblicze francuskiego sądu. Holenderski dentysta, nazwany przez okoliczne media „Rzeźnikiem”, praktykował we francuskim Chateau-Chinon od 2008 r. Jak się okazało w toku postępowania, niestabilny psychicznie mężczyzna został oskarżony przez ponad stu swoich pacjentów o wyrządzenie trwałych szkód na ich zdrowiu. Z ich wypowiedzi wynikało, że zamiast wykonywać zaplanowane zabiegi kosmetyczne, lekarz nagminnie usuwał zdrowe zęby, czy wiercił w innych, łamał też żuchwy i wyrządzał inne trwałe uszkodzenia. Początkowo był powszechnie lubiany przez lokalną społeczność, jednak skala jego dziwacznych metod i późniejszych powikłań ostatecznie doprowadziła mieszkańców do rozpaczy. Oskarżony dentysta tłumaczył swoje działania załamaniem psychicznym, jako że od lat nie akceptował swojej płci.

Jak czytamy w rocznym sprawozdaniu Okręgowego Sądu Lekarskiego przy Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi, z działalności w okresie od 25 lutego 2015 roku do 26 marca 2016 roku, przedmiotem postępowań sądowych było w tym czasie sto trzydzieści dziewięć spraw. Podjęto orzeczenia w dziewięćdziesięciu dwóch sprawach, w tym: cztery zakończyły się uniewinnieniem, trzynaście  – karą upomnienia, po jednej - karą nagany i karą pieniężną, sześć  – karą ograniczenia w prawie wykonywania zawodu lekarza, jedna - karą zawieszenia tego prawa, a trzy sprawy umorzono. W trzydziestu sześciu przypadkach podtrzymano w mocy ustalenie Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, a w piętnastu uchylono to postanowienie. Takie decyzje OSL podejmuje w związku z zażaleniami wnoszonymi  na postanowienie ORzOZ: przez strony - o umorzeniu postępowania, a przez pokrzywdzonych - o odmowie jego wszczęcia. Najwięcej w łódzkim Sądzie Lekarskim rozpatrywano spraw z zakresu chorób wewnętrznych, protetyki stomatologicznej, ginekologii i położnictwa.

 

Z kolei według statystyk prowadzonych przez Stowarzyszenie Pacjentów „Primum Non Nocere”, aż 90% skarg pacjentów dotyczy: zakażeń wewnątrzszpitalnych, lekceważenia objawów udarów i zawałów, uszkodzenia nerwów po operacji tarczycy, pozostawienia ciała obcego po zabiegu chirurgicznym, zaniedbań ze strony pracowników oddziałów położnictwa oraz nieprawidłowości w leczeniu stomatologicznym. Rocznie w skali kraju stowarzyszenie pomaga dochodzić około  20 - 30 tys. roszczeń pacjentów,  podczas gdy - jak podaje - do rozprawy sądowej dochodzi w zaledwie 200 – 300 przypadkach, a wyroków skazujących jest jeszcze mniej. To zwróciło uwagę posłanki PO z sieradzkiego okręgu wyborczego - Agnieszki Hanajczyk, z wykształcenia prawnika. W swojej marcowej interpelacji poselskiej przekonuje, że „sprawy błędów (lekarskich) są niestety często tuszowane, a winnych nie ma”.

 

Zgoła odmienne zdanie na temat dysproporcji miedzy liczbą roszczeń pacjentów, a liczbą ukaranych lekarzy, ma prezes NIL - Maciej Hamankiewicz, który w liście do premier Beaty Szydło poskarżył się na działalność Rzecznika Praw Pacjenta - Krystynę Barbarę Kozłowską, która według niego „nagłaśnia zarzuty wobec lekarzy w środkach masowego przekazu, nie podając ani argumentów, ani dowodów wskazujących na słuszność prezentowanego stanowiska, podważając  tym samym kompetencje i etykę zawodową lekarzy”.  O stawianych zarzutach wobec lekarzy, słusznych lub nie, RPP rutynowo informuje NFZ  i odpowiedniego wojewodę. Rzecznik nie ma natomiast obowiązku informowania ich w przypadku oddaleniu zarzutów przez sąd, co dzieje się w znakomitej większości przypadków.

 

Posłanka nie jest jednak jedynym prawnikiem w Polsce, który zajmuje się „obroną” pacjentów przed działalnością lekarzy. Coraz częściej zamiast do sądu lekarskiego, pacjenci kierują sprawy do wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych lub bezpośrednio do sądów powszechnych z powództwa cywilnego lub karnego. Łatwo znaleźć w Internecie adresy kancelarii, które specjalizują się w prawie medycznym. Na jednym z takich portali czytamy : „błąd medyczny w prawie cywilnym rozumiany jest jako postępowanie sprzeczne z zasadami wiedzy i nauki medycznej w zakresie dla lekarza dostępnym”. Poniżej, jako rozwinięcie zachęty do dochodzenia odszkodowań w takich przypadkach, napisano: „od lekarza oraz placówek służby zdrowia prawo wymaga szczególnie wysokiego poziomu profesjonalizmu, co nakazuje szczególnie rygorystycznie oceniać wszelkie nieprawidłowości”. A poniżej jeszcze dobitniej: „o winie w prawie cywilnym przesądza najmniejszy nawet stopień zawinienia, w tym nie tylko wina umyślna, ale także najmniejsza nawet lekkomyślność czy niedbalstwo”. W świetle powyższych teorii, każdy pacjent jest potencjalnym poszkodowanym.

 

Dalej podane są niezwykle precyzyjne wskazówki postępowania dla pacjenta, ubiegającego się o odszkodowanie, w tym:  zgromadzenie dokumentacji medycznej, zawiadomienie prokuratury i zasięgnięcie dodatkowej opinii innego „ zaufanego” specjalisty z danej dziedziny medycyny. Na stronie czytamy też rozważania na temat korzyści i ograniczeń poszczególnych form ubiegania się o odszkodowanie. Mianowicie, kiedy bardziej opłaca  się prowadzić postępowanie przed wojewódzką komisją ds. orzekania o zdarzeniach medycznych ( łatwiej, ale są ograniczenia finansowe do 100 tys. za błąd i do 300 tys. za śmierć), a kiedy w trybie tradycyjnym, w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego ( dłużej, trudniej, ale wyższe stawki i możliwość np. uzyskania renty). W obydwu wariantach rozpatrywany jest tylko i wyłącznie aspekt finansowy.

Pojawiają się też oferty kancelarii specjalizujących się w obronie lekarzy i lekarzy dentystów przed roszczeniami pacjentów. Jednak rady zawarte na stronach takich kancelarii sprowadzają się do: przyznaj się do błędu, przeproś i zadośćuczyń, a następnie… zgłoś się do prawnika. No i pamiętaj, że Twoją główną obroną jest dobrze prowadzona dokumentacja medyczna. Wydaje się jednak, że przynajmniej niektóre kancelarie mogą działać dwutorowo i nie chodzi tu o idee.

 

Postępowanie niektórych pacjentów i prawników zaczyna przypominać zatem „polowanie na czarownice”.  Ostatecznie lekarze i lekarze dentyści zostali pozbawieni ochrony, którą dawał im dawniej etos ich zawodu. Lekarze dentyści  wydają się być szczególnie narażenie na ataki, jako że - jak czytamy na stronie jednej z kancelarii  - „łatwiej jest dochodzić odszkodowań kiedy mamy do czynienia z pojedynczym lekarzem”.

Nie należy jednak upatrywać w tym nic osobistego, lekarze są nadal jedną z grup społecznych cieszących się największym zaufaniem społecznym. Po prostu chodzi o pieniądze. Niestety, etyka i zwykła ludzka uczciwość obowiązują  w tym pojedynku tylko i wyłącznie lekarzy.

 

 

Źródło: infodent.pl