Data dodania: 28-09-2017


ZUS kontroluje i „wlepia” pracodawcom wielomilionowe kary

Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego zaapelował do ministra zdrowia o pilne podjęcie inicjatywy ustawodawczej, w celu zalegalizowania powszechnie stosowanego procederu łączenia przez lekarzy, u tego samego pracodawcy, pracy etatowej z dyżurem kontraktowym. Twierdzi, że bez możliwości zatrudniania własnych lekarzy w godzinach dodatkowych, szpitale nie zdołają zapewnić 24-godzinnej opieki pacjentom i niektóre oddziały trzeba będzie zamykać. To wystąpienie jest efektem orzeczenia Sądu Najwyższego, które stanowi, że jeden lekarz nie może w tej samej placówce pracować w dzień na etacie, a w nocy na kontrakcie.

Od lat polscy lekarze łączą pracę etatową z kontraktami, dodatkowymi dyżurami czy własną działalnością i nikogo to nie dziwi, podobnie  jak

 

wpisywanie w grafik pracy lekarza jednocześnie w dwóch różnych miejscach: oddziale szpitalnym i przyszpitalnej poradni specjalistycznej. Lekarze godzą się na taki proceder, gdyż dyżurami dorabiają do relatywnie niskich pensji. To się jednak powoli kończy, ponieważ zarówno Narodowy Fundusz Pracy, jak i - a nawet przede wszystkim - Zakład Ubezpieczeń  Społecznych zaczynają walczyć z takimi praktykami, nakładając na szpitale, które łamiące przepisy, bardzo surowe kary finansowe.

Sytuacja z łączeniem dwóch różnych form zatrudnienia trwa od wielu lat, ale prawdziwy problem pojawił się niedawno. Pod koniec maja 2017 r. Sąd Najwyższy na niejawnym posiedzeniu odmówił przyjęcia do rozpoznania skargi kasacyjnej złożonej przez Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach. Dotyczyła ona wyroku, jaki zapadł w listopadzie 2015 r. w Krakowskim Sądzie Apelacyjnym, który stanowi, że u jednego pracodawcy lekarz nie może łączyć etatu z dyżurem kontraktowym. Ponieważ szpital nie może zaskarżyć tej decyzji SN (zresztą ten nie musi uzasadniać takiego postanowienia), dlatego wyrok Sądu Apelacyjnego jest wiążący.

Szpital znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ etat z dyżurami kontraktowymi, pełnionymi w ramach umowy z firmą zewnętrzną, łączy tam obecnie ponad dziewięćdziesięciu lekarzy, zatrudnionych praktycznie we wszystkich około czterdziestu oddziałach, w tym na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Po wyroku sądu, dyrekcja nie miała jednak innego wyjścia, tylko zlikwidować podwójne formy „zatrudnienia” i zaproponowała lekarzom… przejście na kontrakty całościowe. Podobne decyzje podjęły już lub zamierzają podjąć również inne placówki zdrowotne, w których stosowane były akie rozwiązania.

Podpisywanie z lekarzami jednoczasowych form zatrudnienia: na etacie i umowie cywilnoprawnej, pozwala na przedłużenie ich czasu pracy w szpitalu ponad kodeksowe normy i wykorzystywanie na nocnych dyżurach w sposób nieomal nieograniczony. Dzięki takiemu rozwiązaniu mogą one jednak  zaoferować lekarzom większe pieniądze, gdyż z umów cywilnoprawnych lecznica nie musi odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne. Z takim łączeniem szpitalnych umów przez lekarzy od dawna walczy ZUS.

Jak podkreśla ubezpieczyciel, przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych jasno wskazują, że pracownikiem jest także osoba, wykonująca pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia, czy umowy o świadczenie usług, którą zawarła z własnym pracodawcą, pozostając z nim w stosunku pracy.  Dlatego łączenie zatrudnienia na etacie z tzw. dyżurem kontraktowym jest niezgodne z prawem, co podkreśla także Państwowa Inspekcja Pracy.

Problem wcale nie jest nowy, o czym pisze na łamach „Gazety Lekarskiej” radca prawny OIL w Łodzi - mec. Jarosław Klimek , cytując kolejne wyroki  Sądu Najwyższego, dotyczące tego tematu:

„Z końcem 1999 r. w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych pojawił się art. 8 ust. 2a, który stanowi, że za pracownika uznaje się osobę wykonującą pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej na rzecz pracodawcy, z którym pozostaje w stosunku pracy, a także art. 18 ust. 1a, zgodnie z którym wynagrodzenie z takiej umowy uwzględnia się u pracodawcy w podstawie wymiaru składek na ZUS.

Na podstawie tych przepisów SN, w uchwale z 2 września 2009 r. (sygn. akt II UZP 6/09) uznał, że „pracodawca, którego pracownik wykonuje na jego rzecz pracę w ramach umowy o dzieło zawartej z osobą trzecią, jest płatnikiem składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe z tytułu tej umowy” (podobnie orzeczono w wyroku z 11 z maja 2012 r., sygn. akt I UK 5/12). SN wyjaśnił, że art. 8 ust. 2a ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych rozszerza pojęcie pracownika dla celów ubezpieczeń społecznych poza sferę stosunku pracy.

W wyroku z 14 stycznia 2010 r. (sygn. akt I UK 252/09), SN konsekwentnie uznał, że stanowisko to jest aktualne także w stosunku do pracowników wykonujących taką pracę na podstawie umowy zlecenia. Do takich samych wniosków doszedł Sąd Najwyższy w wyroku z 18 października 2011 r. (sygn. akt III UK 22/11). W tym wypadku rozważania sądu dotyczyły sytuacji lekarek, które były pracownicami szpitala zatrudnionymi na umowy o pracę i jednocześnie na zlecenie w „NZOZ-ie”, obsługującym na podstawie umowy o świadczenia zdrowotne dział pomocy doraźnej tegoż szpitala.

W uzasadnieniu kolejnego orzeczenia – wyroku z 7 lutego 2017 r. (sygn. akt II UK 693/15), SN wskazał, że ustawowe pojęcie „praca wykonywana na rzecz pracodawcy - to praca, której rzeczywistym beneficjentem jest pracodawca, niezależnie od formalnej więzi prawnej łączącej pracownika z osobą trzecią. Nie ma przy tym znaczenia rodzaj wykonywanych przez pracownika czynności czy rodzaj działalności prowadzonej przez pracodawcę i osobę trzecią (ich tożsamość czy brak takiej tożsamości).”

Interpretacja prawa w oparciu o przywołane wyroki powoduje określone konsekwencje finansowe zarówno po stronie szpitala, jak i lekarzy działających jako podmiot gospodarczy. Dla lekarzy oznacza to mniej możliwości „dorobienia” do etatu, a w konsekwencji niższe dochody, natomiast dla świadczeniodawcy - poważne problemy finansowe. Nie da się bowiem ukryć, że ZUS ostatnio przeprowadza systematyczne kontrole szpitali, żądając od nich wielomilionowych nadpłat z tytułu zaległych składek, jakich nie odprowadziły od umów kontraktowych swoich etatowych pracowników. To drastycznie wpływa na stan finansów placówek zdrowotnych, który i tak w chwili obecnej jest fatalny.